wtorek, 26 stycznia 2016

Rozdział II

Zamarłam. Czy to możliwe? Od dwóch miesięcy nie słyszałam tego głosu. Mimo to poznałam go od razu. Odwrociłam się powoli.
Michael Magnet. Mike. Co można o nim powiedzieć? Nie zmienił się zbytnio od zakończenia roku. Nadal był o rok starszy, miał niesamowite niebieskie oczy i był pewny siebie. Aha, zapomniałam wspomnieć. Nadal jest cholernie seksowny.
-Cześć Mike...-wymamrotałam pod nosem.
-Nie mów że się nie cieszysz Jasemine!-chłopak przytulił się do mnie. Odwzajemniłam uścisk.
-Czy Ty nie powinieneś być na studiach?-moja przyjaciółka patrzyła na Mike'a z wyraźną wrogością. Nigdy specjalnie się nie lubili. Kiedy ja przychodziłam na przerwach do klasy Magneta ona "w magiczny sposób" znikała. On też za nią nie przepadał.
-Nie wtracaj się Wilson. To chyba nie twoja sprawa. Ale jeśli aż tak obchodzi Cię życie innych to wiedz że  ja i mój kumpel odbębniamy praktyki w waszej szkole.-otworzyłam buzię.
-Co robicie?!-krzyknełam.
-No wiesz... pomagamy nauczycielom. A tak właściwie to wychowawcom. I zgadnij! Dostaliśmy waszą klasę. Cieszysz się?-zatkało  mnie. Że co kurwa?! To ja staram się go unikać całe wakacje, a tu takie coś? ! Zajebiście.
-No zapowiada się ciekawy rok.-mruknęła Kat.
-Masz rację.-przytaknelam jej jednocześnie odbierając dwa napoje. Dla Wilson naturalnie "udziwniana kawa" A dla mnie kakao. Mniam. Ruszyłam w stronę stolika pod oknem ale w tym momencie Magnet wziął ode mnie oba kubki i poszedł z nimi w głąb pomieszczenia.
-Usiądziecie z nami. Trochę  sobie pogadamy.-powiedział tonem wyjaśnienia. Chcąc nie chcąc ruszyłyśmy za nim.
                                      ***
Nie lubię  Magenta. To nie jest dobre towarzystwo dla Jasemine. Jest wredny, arogancki, przeklina i w ogóle... jest dziwny. Idąc za nimi miałam wielką ochotę złapać  przyjaciółkę za rękę i wyprowadzić ją z lokalu. Pieprzony Mike. Czemu on chce pracować w tej szkole? Dla Jasemine. No ok, a ten jego kolega? Kto to w ogóle jest?! Trzy sekundy później uzyskałam swoją odpowiedź. Pierwsze słowa jakie przyszły mi do głowy? O kurwa.
Chłopak przy stoliku był wzrostu Magenta (co oznacza że przewyższał mnie i Jas o całą głowę. Mnie nawet trochę bardziej), miał rozczochraną czarną fryzurę i zielone oczy. Kilkudniowy zarost dodawał mu męskości. Siedział rozwalony na małej kanapie, a w ręce trzymał jakąś książkę. Rozpoznałam w niej "Dumę i Uprzedzenie" ,jedną z moich ulubionych i zdecydowanie ponadczasowych powieści. Czar prysł gdy tylko otworzył usta.
- Siema Whitenberry. Dawno Cię nie widziałem mała.- wyszczerzył idealnie proste zęby w aroganckim uśmiechu patrząc w stronę Jasemine która tylko wzruszyła ramionami. Następnie spojrzał na mnie. Cholera. To muszą być soczewki.-A Ty to kto? Chyba się nie znamy.-wyciągnął do mnie rękę. Hej, jestem Alan Blackthorn. Przyjaciele mówią mi Al.
-Katherine Wilson. Na mnie mówią  Kat.
-Kat jak kot?-zapytał znów się wrednie uśmiechając. Zaczerwieniłam się ze złości.
-Kat jak Katherine. I jeszcze raz nazwij mnie kotem to oberwiesz, zrozumiałeś?!-warknęłam na chłopaka. Ale on tylko uniósł ręce w obronnym geście i powiedział:
-Wyluzuj Kicia.
Wetchnęłam głośno i chciałam kliknąć na kanapę obok Jas Ale ktoś  mnie już  ubiegł. Posłałam mordercze spojrzenie Magnetowi. Usiadłam na jedyne wolne miejsce. Tuż obok tego imbecyla Blackthorna. Złapałam kubek z kawą i zdrowo z niego pociągnęłam.
-No... to jakie macie pierwsze wrażenia o swoich nauczycielach zagadnął Mike. Zerknęłam na Jasemine.
- Debile.-stwierdziłyśmy jednocześnie.
-Radzę uważać na słownictwo. Będziemy na prawie każdej lekcji. I nie zawsze będziemy tacy czarujący.-Alan nachylił się do mojego ucha. Czułam jak ciepłe powietrze z jego ust delikatnie mnie w nie łaskocze.
-Lepiej to Wy uważajcie. My nie zawsze jesteśmy takie grzeczne.- stwierdziła Jas uśmiechając się przebiegle. Upiła łyk swojego napoju. Kiedy odjęła kubek od ust zauważyłam że  nad górną wargą zrobiły jej się "wąsy" z czekolady. Zachichotałam cicho i już miałam jej o tym powiedzieć kiedy Mike wziął serwetkę i wytarł je jej z prędkością zbliżoną do tej świetlnej. Spojrzałam na zszokowaną Whitenberry i Magenta usmiechającego się  do niej nieśmiało.
-Zakochani... Ale ja wolę się całować. -usłyszałam ciche mruczenie Ala tuż przy uchu.- Może chcesz ze mną potrenować?
Odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam uwodzicielsko. Zbliżył się pewny że już mnie ma. Ale zamiast tego ja wyszeptalam mu do ucha dwa słowa:
-Pierdol się.
-Właśnie zamierzałem Ale chyba nie jesteś chętna...-odpowiedział z perfidnym uśmiechem. Czemu on ciągle się głupio sczerzy?! Agh.... mam ochotę mu przywalić. Zerknęłam na Jasemine. Ona chyba też miała dość tej "rozmowy" bo kiedy spojrzałam wymownie na drzwi kawiarni ta mi przytaknęła.
-Panowie wybaczą Ale zrobiło się późno a my mamy jescze parę rzeczy do zrobienia.-podniosłam się i chwyciłam swoją torbę. Jas zrobiła to samo a Mike wstał aby ją przepuścić.
- No to... pa.- muknęłam do obu chłopaków.
-Do zobaczenia w szkole. A co do trenowania to jeszcze nie skończyłem Kicia.- mruknął Al. Magnet tylko machnął mi ręką. Przytulił się z Jas i coś jej wyszeptał. Ona pomachała do Alana i wyszłyśmy. Chwilę wracałyśmy w milczeniu.
-Co on Ci powiedział? -Nie wytrzymałam.
-Hmmm wcześniej mówił że z roku na rok robię się coraz bardziej interesująca.... A jak się żegnaliśmy... że za mną tęsknił.
-No kochana... mam nadzieję że nie grozi Ci romans z nauczycielem?
-Jesteś pewna że mi? O co chodziło Alanowi z "trenowaniem"?
-Hmmm... chciał mnie pocałować. A później przelecieć.
-Co?!-Jas zaśmiała się głośno.-No to kurwa nieźli mi "nauczyciele".
Westchnęłam i przytaknelam jej. Miałam wrażenie że ten rok zdecydowanie nie będzie normalny.
                                  ***
Leżąc wieczorem w szarej pościeli nie mogłam przestać myśleć  o dwóch facetach. Mike i Jackob opanowali moją głowę. Jak jutro się spóźnię do szkoły to śmiało mogę powiedzieć że  to ich wina
Ciągle miałam w pamięci to spojrzenie  Graya... Te hipnotyzujące piwne oczy i niewinny uśmiech. Był taki... uch. Ciężko znaleźć słowo które idealnie by go oddawalo. Coś pomiędzy cholernie seksownym a uroczym.
A Mike... znałam go od dawna. To był mój najbliższy przyjaciel... dopóki nie zachował się jak dupek i zostawił mnie dla kumpli. Jednak echo jego słów pobrzmiewało mi w uszach. "Cieszę się że Cię widzę Jas. Tak bardzo za tobą tęskniłem..."
Jeszcze przez długi czas nie mogłam zasnąć....
____________________________________
I oto jest. Rozdział II Panie i Panowie! Znów pisany na telefonie i znów pełen błędów. Ale cóż. Taki mamy klimat. Tym razem wprowadziłam więcej wątków. Ale z ręką na sercu mogę powiedzieć że następny rozdział w końcu zachaczy o główny wątek fabuły-morderstwo. Mam nadzieję że się podoba^^

1 komentarz: