Krzyk narastał. Zerwalam się z łóżka. Dobrą chwilę zajęło mi uświadomienie sobie że to JA krzyczę.
Opadłam na poduszki. Znów te koszmary. Najgorsze w nich jest to że po wstaniu już nic nie pamiętam. Zostaje tylko strach i to dziwne uczucie niepokoju.
Chwilę czekałam, pewna że zaraz przez drzwi wpadnie Eva, moją siostra, zaalarmowana moimi krzykami. To się jednak nie stało, a ja uświadomiłam sobie że przecież jest już w pracy. Dzisiaj kończyły się wakacje i tym samym jak urlop w Keelhill Magazine-lokalnej gazecie.
Wstałam i zamknęłam na zegarek. 8.43. Gdyby nie ten cholerny koszmar mogłabym pospać jeszcze 20 minut! Pierdole.... zeszłam ze schodów i ruszyłam do kuchni. Do rozpoczęcia miałam jeszcze jakieś 3 godziny. Zgarnęłam miskę, mleko, chrupki cini-minis i usiadłam przy stole. Nastawiłam radio i zaczęłam jeść jednocześnie sprawdzając na telefonie co nowego się wydarzyło. Połowa wpisów dotyczyła niesprawiedliwości powrotu do szkoły. Uśmiechnęła się. To już mój ostatni rok w tej szkole... później studia! Pomyślałam. Włączyłam komunikator i napisałam do przyjaciółki:
Kat napisał(a):
Elo stara! Na którą masz rozpoczęcie?
Trzy sekundy później usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości.
Ali napisał(a):
Hej młoda za godzinę. Już powoli się szykuję ;), a ty???
Kat napisał(a):
Na 11.30. To ja nie przeszkadzał kochana. Szykuj się, szykuj :***
Ali napisał(a):
Ok. Miłego rozpoczęcia :-)))!
Uśmiechnęłam się smutno pod nosem. Minus chodzenia do osobnych szkół... trudno. Jakoś dałyśmy radę. A nasze grono przyjaciół się powiększyło. O wilki mowa. Dokładnie w tym momencie mój telefon a na ekranie wyświetliło się zdjęcie ładnej blondynki robiącej bardzo głupią minę. Odebrałam.
- No siema Kat! Obudziłam Cię?
- Nie no co Ty Jas. Znów miałam te koszmary. Wstałam jakieś-zerknęłam na zegarek- ok. Godziny temu.
- Ja pół godziny. I robiłam sobie omleta. Wysyłałam Ci zdjęcia na snapie.-uśmiechnęłam się.
- Tak widziałam. Zostało coś dla mnie?
- Był za dobry. Wybacz.
- Wredota.
- Oj no weź! Jedz właśnie śniadanie! A tak w ogóle to podjedziemy razem do szkoły?
- Jasne! O 11 po Ciebie podjadę! Do zobaczenia!- rozłączyłam się. Wstawiłam miskę po płatkach do zlewu i ruszyłam na górę się przygotować.
***
Stałam w moim biało-szarym pokoju i nie wiedziałam w co się ubrać. Połowa rzeczy z szafy wylądowała na łóżku po drugiej stronie pokoju. Siadłam na sofie i zamknęłam oczy . Co ja mam kurwa na siebie założyć!?! W końcu zdecydowałam się na biały croptop i czarne rurki. Do tego trampki i skórzana motorowa kurtka. Szybko otworzyłam dzwi łazienki i stanęłam przed lustrem. Lekki makijaż był idealnym dopełnieniem. Szybko chwyciłam torebkę i zbiegłam na dół.
- Cześć mamo. Jadę z Kat. O której dzisiaj będziesz?
- Gdzieś około 17. Miłego rozpoczęcia!
-To się jeszcze okaże..
Wyszłam domu. Kat już na mnie czekała z założonymi rękami L, oparta o motor. Miała na sobie czarną dżinsy i trampki, koszulę w kratę, skórzaną kurtkę i okulary przeciwsłoneczne.
-Hej Jas!- krzyknęła i przytuliła mnie na powitanie.-Jedziemy?
-Jasne. Tylko przyprowadzę motor z garażu.
Chwilę później już ścigałyśmy się na ulicach miasta, pędząc do szkoły.
Wyrobiłyśmy się w 15 minut. Zaparkowałyśmy na parkingu dla uczniów i ruszyłyśmy do wejścia. Ponieważ było jeszcze trochę czasu. Stanęłyśmy obok i patrzyłyśmy na wchodzących ludzi. Machałyśmy do znajomych z klasy. W pewnym momencie naszym oczom ukazały się dwie znajome sylwetki. Matthias Bear i Jackob Gray podążał pewnym krokiem do wejścia. Po chwili dołączył do nich jeszcze Philip Stanley. Nagle wzrok Jake'a powędrował w stronę Jasmine. Uśmiechnął się do niej a ona odwzajemniła ten gest.
-Uuuu... wyczuwam romansik.-wyszczerzyla się Kat.
- Mów za siebie.-stwierdziłam z równie szerokim uśmiechem pokazując w stronę chłopców. Odwróciła się i stanęła oko w oko z Matt'em.
- Hej mała.
-Jestem aż tak niska?
- Raczej urocza.
- Gust Ci się zmienił czy coś ćpałeś że nagle się do mnie odzywasz?
- Raczej to pierwsze.
- Ja obstawiam drugie. A teraz spieprzaj.
- Czego tylko chcesz mała.- po tych słowach odszedł do swoich przyjaciół. Kat wyglądała jakby mogła zabijać wzrokiem.
-Nadal Ci się podoba?
- jak cholera.
Pokręciłam głową. Dalszą rozmowę na temat ułomności mojej przyjaciółki uniemożliwił nadejście kolejnych znajomych twarzy.
-Suzie! Jo! W końcu jesteście!
- Noooo. Najpierw się na autobus spoźniłyśmy, a potem tak się wypierdoliłam...-zaczęła Joanna. Obie z Zuzia zaczęły się głośno śmiać. Dołączyłyśmy do nich.
- A jeszcze później gonił nas jakiś facet, bo kiedy Jo upadała to urwala mu lusterko w samochodzie!!! -dokończyła Suzie i wszystkie ryknęłyśmy śmiechem.
-Dobra dziewczyny chyba trzeba powoli już iść bo zostało...-Kat zerknęła na zegarek- o kurwa jest już 49. Biegniemy!
Wciąż się śmiejąc pobiegłyśmy na aulę.
***
Po skończonym apelu i spotkaniach z wychowawcami (błagam zastrzelcie mnie) w końcu wyszłyśmy na świeże powietrze.
- Ej dziewczyny, idziecie z nami na kawę albo do maca?- zwróciłam się do Suzie i Jo.
- Sorry, dzisiaj mamy trening.- powiedziała Jo.-Może jutro...
-Ok. Nie ma sprawy.- stwierdziła Jas. Zostawiłyśmy motory na parkingu i poszłyśmy do kawiarni mieszczącej się zaledwie przecznicę obok. Jednak nie było mam dane spokojnie zjeść.
- Hej Jasmine. Dawno się nie widzieliśmy. Mamy dużo do nadrobienia.
________________________________
Dobra skończyłam. Przepraszam że tak krótka ale piszę na telefonie, a to nie jest zbyt wygodne. Również przez to mogą pojawić się błędy. Rozdział niewiele wnosi. Właściwie to tylko wstęp. Zachęcam do komentowania i mam nadzieję że się podobało. Jeżeli są jakieś uwagi proszę śmiało.
Świetny rozdział! Jestem zachwycona💕 Tylko zastanawiam się kogo Jas spotka w mc💪🏻
OdpowiedzUsuń